Rok 2025 na rynku ciężarowym – pierwsze sygnały odbicia | MOTOFAKTOR

Rok 2025 na rynku ciężarowym - pierwsze sygnały odbicia

Rok 2025 dla branży transportu ciężkiego nie był łatwy, ale przyniósł pierwsze wyraźne oznaki poprawy koniunktury. O zmieniającej się sytuacji rynkowej, wyzwaniach, elektromobilności oraz planach Scanii na kolejne lata redaktor naczelna Motofaktor.pl Joanna Piszcz rozmawia z Wojciechem Rowińskim, dyrektorem generalnym Scania Polska S.A.

Jak oceniłby Pan rok 2025 na rynku samochodów ciężarowych?

Wojciech Rowiński, dyrektor generalny Scania Polska
Wojciech Rowiński, dyrektor generalny Scania Polska S.A.

Pierwsza połowa 2025 roku wyraźnie pokazywała, że mamy do czynienia z korektą rynku. Wielkość rynku była nawet mniejsza niż w 2024 roku, który uznajemy za kryzysowy. Natomiast w drugiej połowie roku pojawił się już trend wzrostowy. Firmy zaczęły obserwować zwiększoną liczbę zleceń transportowych i stopniowo wracały do odnawiania flot. Całościowo wygląda na to, że 2025 rok będzie lepszy od 2024, co samo w sobie jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Czy czynniki takie jak inflacja, koszty pracy czy konkurencja ze strony producentów chińskich mają wpływ na rynek ciężarowy?

Rynek samochodów ciężarowych rośnie przede wszystkim wtedy, gdy produkt krajowy brutto przekracza poziom 3%. Jeśli pojawia się „trójka z przodu”, rosną płace i zapotrzebowanie na transport, co przekłada się na inwestycje flotowe.

Jednocześnie branża transportowa jest bardzo wrażliwa na koszty – to sektor niskomarżowy. Każda zmiana cen paliwa, oprocentowania kredytów i leasingów czy wzrost płacy minimalnej mocno wpływa na rentowność firm. Dodatkowo wciąż aktualny jest niedobór kierowców.

Jeśli chodzi o pojazdy chińskie – na razie nie stanowią one istotnego problemu. Firmy transportowe są mniej wrażliwe na cenę samego pojazdu, a znacznie bardziej cenią niezawodność, dostępność serwisu oraz gęstą sieć usług w całej Europie. W tym obszarze wciąż mamy dużą przewagę.

Czy obserwują Państwo zmiany w preferencjach klientów?

Zdecydowanie widzimy wzrost znaczenia rynku krajowego. Dwadzieścia lat temu mówiliśmy, że polski rynek powinien osiągnąć poziom 30 tysięcy pojazdów rocznie – wtedy było to bardzo odważne założenie, bo rynek liczył około 3 tysięcy sztuk. Dziś ten poziom został osiągnięty. Nie przewidzieliśmy jednak tak dużego udziału transportu międzynarodowego. Obecnie widać wyraźnie, że rosną przewozy krajowe, a wraz z nimi zapotrzebowanie na ciągniki o mniejszej mocy, pojazdy dystrybucyjne oraz podwozia z bardzo wyspecjalizowanymi zabudowami.

Klienci oczekują coraz bardziej dopasowanych rozwiązań. Dlatego obok silnika 13-litrowego wprowadzamy jednostkę 11-litrową – lżejszą i oszczędniejszą. Przy tak niskiej marżowości transportu nawet niewielkie różnice w zużyciu paliwa mają kluczowe znaczenie dla decyzji zakupowych.

Rok 2025 był dla Scania Polska szczególny - obchodzili Państwo 30-lecie działalności. Co ten jubileusz oznaczał dla firmy?

To był bardzo ważny i jednocześnie sentymentalny moment. Widzimy fantastyczny rozwój naszego zespołu, klientów i całej organizacji. Wielu pracowników pamięta początki Scanii w Polsce, podobnie jak klienci, którzy 30 lat temu zaczynali współpracę z nami i są z nami do dziś. Patrząc na liczby: od pięciu warsztatów do 42, od 15 mechaników do ponad 550. To ogromny rozwój – ale nie tylko Scanii. My po prostu podążamy za rozwojem i potrzebami polskich firm transportowych. To ich sukces, a my cieszymy się, że możemy je w tym wspierać i rozwijać się razem z nimi.

Jakie są główne plany Scanii na przyszły rok?

Stawiamy przede wszystkim na dalszy rozwój usług, tak aby maksymalnie odciążyć klientów od problemów związanych z eksploatacją pojazdów. Mówimy tu o finansowaniu, ubezpieczeniach, szkoleniach i coachingu kierowców, ale także o pełnych kontraktach serwisowo-naprawczych z mocno rozwiniętymi elementami proaktywnej wymiany komponentów. Naszym celem jest eliminacja nieplanowanych przestojów, bo każdy dzień postoju to dla klienta bardzo duże straty.

Dużo mówi się dziś o elektromobilności. Na jakim etapie jest ona w segmencie ciężarowym?

Mam poczucie, że jesteśmy w momencie przełomu. Coraz więcej klientów zdaje sobie sprawę, że nie są w stanie zbudować własnej rafinerii paliw, ale są w stanie produkować i magazynować energię elektryczną. Rosnąca popularność dynamicznych taryf prądu, a nawet okresy z cenami ujemnymi, sprawiają, że koszt energii – który stanowi około jednej trzeciej kosztów operacyjnych firmy transportowej – może spaść do minimalnego poziomu. Przy wsparciu programów NFOŚ oraz realnych oszczędnościach energetycznych coraz więcej klientów jest gotowych na inwestycję w elektryczne rozwiązania transportowe.

Jak Scania przygotowuje ofertę na okres przejściowy przed pełną elektryfikacją?

Wierzymy, że docelowo transport będzie zeroemisyjny, ale okres przejściowy może potrwać 10, 15, a nawet 20 lat. Dlatego musimy zabezpieczyć potrzeby klientów już dziś. Mamy nową linię napędową Scania Super, która obniża zużycie paliwa o kolejne kilkanaście procent. Oferujemy pojazdy gazowe – na CNG, LNG i biogaz – a także rozwiązania oparte na metanie czy paliwach HVO. Rozwijamy również hybrydy i hybrydy plug-in, zaczynając od autobusów. Dzięki temu każdy klient może znaleźć rozwiązanie dopasowane do swojej działalności na ten okres transformacji.

Jakie wyzwania i szanse widzi Pan przed rynkiem ciężarowym w najbliższych latach?

Wyzwaniem będą z pewnością nowe opłaty drogowe – droższe i bardziej rozbudowane systemy, w tym prawdopodobne wprowadzenie e-winiety uzależnionej od śladu węglowego pojazdu. Obecny system jest archaiczny i zrównuje opłaty dla pojazdów bardzo starych z nowoczesnymi, w tym elektrycznymi, co wręcz wymaga reformy.

Z drugiej strony widać wyraźnie, że rynek się rozwija. Choć w Niemczech i Francji trudno dziś mówić o wyraźnym wzroście, mniejsze kraje europejskie korzystają z tej sytuacji, a polscy przewoźnicy znakomicie to wykorzystują, rozwijając nowe trasy i przewozy kabotażowe. Dodatkowo rosnący rynek krajowy staje się nowym kołem zamachowym opartym na lokalnej gospodarce, a nie wyłącznie na czynnikach zewnętrznych. I to napawa dużym optymizmem.