Norton – do trzech razy sztuka | MOTOFAKTOR

Norton - do trzech razy sztuka

Norton, to jedna z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych marek motocyklowych na świecie. To z pewnością jedna z najważniejszych ikon brytyjskiej motoryzacji.

Po zamknięciu zakładów w latach 70. ubiegłego wieku na chwilę znowu stało się o niej głośno, ale tym razem w niezbyt chwalebnym kontekście. Sposób, w jaki bankrutował kolejny właściciel marki – Stuart Garner – był interesujący nie tylko dla motocyklistów, ale i brytyjskiego świata finansjery. To był rzeczywiście ogromny skandal. Kilka lat temu po przejęciu Nortona przez potężny indyjski koncern TVS Motors pojawiły się szanse na stworzenie poważnych fundamentów do odrodzenia marki, ale i także odbudowy jej dobrego imienia. Zacznijmy jednak od początku…

Dziewiętnastowieczne korzenie

Założona w roku 1898 roku przez Jamesa Landsdowna Nortona początkowo zajmowała się wytwarzaniem części dla jednego z pionierów cyklizmu – Charlesa Gerrarda. Pierwsze własne motocykle Norton budował w roku 1902, wykorzystując silniki Clementa, a chwilę później Peugeota. W tamtych czasach Francja była bowiem głównym europejskim producentem spalinowych jednostek napędowych, które wbudowywane były w klasyczne rowery. W 1908 roku Norton przedstawił swój pierwszy motocykl z własnym jednocylindrowym silnikiem. Wtedy sprawy poszły już bardzo szybko. Do połowy lat 30. fabryka produkowała 4000 motocykli rocznie. W okresie międzywojennym motocykle Nortona (CS1 i 30 International) wygrały dziesięć razy wyścigi Senior TT na Wyspie Man, a w latach 1930-1937 zwyciężyły w 78 z 92 zawodów Grand Prix!

Pierwszy Norton z własnym silnikiem 1907

W momencie wybuchu II Wojny Światowej Norton całkowicie wycofał się ze sportów motorowych, koncentrując się na potrzebach wojennych kraju. W latach 1937-1945 firma wyprodukowała aż 100 000 maszyn głównie na potrzeby armii, co stanowiło aż 25% wszystkich motocykli wojskowych w Wielkiej Brytanii. Koniem pociągowym Nortona był wówczas model QWD 16H – potężna pięćsetka z jednostką dolnozaworową. Motocykle te służyły głównie jako maszyny kurierskie, nie tylko Brytyjczykom, ale też wojskom Kanady, Australii, Nowej Zelandii oraz Indii.

Norton 16H z produkcji wojennej

Lata 50. i 60. to moment największej popularności Nortonów. Królowały, takie modele jak Dominator, Manx czy Commando. Niestety zbliżała się “japońska rewolucja”, która w stosunkowo krótkim czasie doprowadziła do bankructwa większość brytyjskich firm motocyklowych, w tym także Nortona. Przedstawiona w roku 1968 Honda CB 750 Four miała wszystko, o czym mógł zamarzyć motocyklista – czterocylindrowy silnik, tarczowe hamulce obu kół czy elektryczny rozrusznik. Brytyjscy producenci byli zdecydowanie bardziej konserwatywni i ślepo wierzyli we własną potęgę…

Trzeba jednak przyznać, że firma bardzo długo oraz zaciekle walczyła o przetrwanie i z rynku wycofała się jako ostatni prawdziwie brytyjski producent. Ostatni Norton Commando zjechał z linii produkcyjnej w roku 1976. Pewne nadzieje wiązano z nowym i bardzo niekonwencjonalnym modelem wyposażonym w silnik Wankla (używała ich nawet brytyjska policja), który całkiem dobrze radził sobie w sporcie. Maszyna oznaczona jako RWC 588 jeżdżąca w bardzo charakterystycznych czarno-złotych barwach potentata branży tytoniowej – John Player Special – produkowana była w niewielkich ilościach w latach 1988-94 i nawet odnosiła pewne sukcesy. To był jednak łabędzi śpiew firmy, która w tym czasie była już tylko cieniem wielkiego Nortona z lat 50. i 60.

Sportowy model z silnikiem Vankla

Druga próba zakończona wielkim skandalem

W roku 2008 prawa do znaku towarowego nabyli ekstrawaganccy Amerykanie. Sprawnie opracowali nowy projekt i wróżyli niewielką produkcją, przeznaczoną głównie dla ortodoksyjnych entuzjastów marki. Podstawowym modelem był Commando 961 – klasyczna „popychaczówka” o mocy 80 KM. Trudno powiedzieć, czy zastosowanie takiego rozwiązania wynikało z ograniczonych możliwości technicznych producenta czy z umiłowania tradycji. Tak czy owak to popychacze poprzez dźwigienki otwierają zawory jak ponad pół wieku temu. Jednostka napędowa umieszczona została w klasycznej podwójnej stalowej ramie typu zamkniętego – jednym słowem pełna brytyjska klasyka lat 70. Szybko jednak okazało się, że nowy projekt zarówno konstrukcyjnie, jak i jakością wykonania bardzo wyraźnie odstaje od swych protoplastów i nie znajduje wielu nabywców.

W roku 1951 wyczynowy Norton Manx przekraczał barierę 100 mph

W roku 2009 plajtującą firemkę odkupił brytyjski showman i biznesmen Stuart Garner. Zainwestowawszy spore pieniądze ekstrawagancko usadowił firmę w imponującej posiadłości w Donnington, z ogromnym manorem i imponującym parkiem. W dawnym budynku biurowym linii lotniczych British Airways zorganizowana została “linia produkcyjna”, czy raczej montownia składająca się z 3 (słownie: trzech) stołów warsztatowych. Podzespoły dostarczane były przez lokalnych wytwórców. Bloki silników, głowice i obudowy skrzyń biegów wytwarzane były na miejscu przez numeryczne obrabiarki 3D. Ekscentryczny właściciel twierdził, że tak ekskluzywna marka zasługuje na to, żeby jej produkty wytwarzane były ręcznie, więc siłą rzeczy nie jest w stanie budować więcej niż 1000 motocykli rocznie. Trzeba przyznać, że przynajmniej w obrębie PR wszystko wyglądało bajecznie.

Ręczne składanie Nortonów w Donnington

Zamówienia na nowe Nortony spływały z całego świata. Nawet w Polsce pojawiło się importerstwo i oferowało dwa modele za astronomiczne (jak na tamte czasy) sumy ok. 120 000 zł. Dosyć szybko okazało się jednak, że właściciel wykorzystał markę do przeprowadzenia wielu nieuczciwych operacji finansowych, które zakończyły się wielką awanturą i licznymi procesami sądowymi. Po przeprowadzeniu zewnętrznego audytu stwierdzono wiele nieprawidłowości, a brytyjski odpowiednik CEIDG wróżył firmie upadek w ciągu dwóch miesięcy. Po drodze Garner próbował jeszcze ratować się poprzez crowdfunding, ale ten trick się nie udał. W styczniu 2020 r. Norton wszedł pod zarząd komisaryczny, a w marcu 2022 r. Garner otrzymał trzy kary po 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Zakazano mu też pełnienia funkcji kierowniczych na 3 lata i powiernika programów emerytalnych na czas nieokreślony. Spekulacyjna bańka pękła, ale chwilę później nastąpił kolejny zwrot akcji.

Norton Commando z zakładów w Donnington

Do trzech razy sztuka?

W dniu 17 kwietnia 2020 r. w świat poszła oficjalna informacja, że indyjska spółka TVS Motor Company przejęła Nortona, spłacając wszystkie jego długi. Dodatkowo, aby wykazać dobrą wolę (mimo że nie było to prawnym wymogiem) nowi właściciele postanowili wywiązać się ze wszystkich niezrealizowanych zobowiązań Garnera wobec zawiedzionych klientów. TVS początkowo zamierzał kontynuować produkcję motocykli w Donington Park, nie zmieniając struktury firmy, oczywiście poza usunięciem ze stanowiska oszusta. Jednak plany bardzo szybko uległy daleko idącym zmianom.

Zakład Nortona w Donington

Inwestor uznał, że dotychczasowa infrastruktura zakładu nie rokuje większych nadziei na rozwój, nie ma potencjału na stworzenie produkcji na wysokim poziomie zarówno technologicznie, jak i logistycznie. Zapadła decyzja o budowie całkowicie nowej fabryki. Obiekt powstał na terenie przemysłowym Solar Park w Solihull.

Nowa fabryka Nortona w Solihull

W ofercie początkowo znajdował się jedynie dwucylindrowy model Commando 961 (pozostałość po poprzednikach), ale główny nacisk położony został na zupełnie nową konstrukcję – Atlas (w dwóch wersjach: standard i GT), który podobno przygotowany był już za czasów Garnera, ale nie zdążył wejść do produkcji. W przeciwieństwie do Commando jest w miarę tanim motocyklem segmentu Adventure, opartym na nowoczesnym silniku twin 600 o mocy 69 KM. Na pierwszy rzut oka konstrukcja jednostki przypomina silnik wykorzystywany w BMW F 450 GS, a to podobieństwo wcale nie jest przypadkowe. W obu tych markach producentem silników jest bowiem TVS, który jest kooperantem dla bawarskiej marki.

Nowe otwarcie – Norton Atlas na sezon 2026

Norton zastosował jednak nieco inną konstrukcję, o większej pojemności z wałem korbowym o kącie wykorbień 270°, dzięki czemu silnik ma oferować bardziej soczysty dźwięk i lepszą charakterystykę krzywej momentu obrotowego. Z wdrożeniem tego projektu Norton zwlekał dosyć długo, bo pierwsze maszyny zjechały z linii produkcyjnej dopiero w czerwcu 2026 roku, a w lipcu odbyły się pierwsze testy prasowe.

Na tym jednak nie koniec. Norton ma w tej chwili w ofercie także większe, droższe i zdecydowanie bardziej ekskluzywne modele. Norton Manx (oraz wersja torowa R) to sportowa maszyna powstała na bazie V4 SS stworzonego jeszcze za czasów Garnera. Dysponuje chłodzonym cieczą silnikiem V4 1200 cm³, generującym moc ponad 200 KM.

Sportowy Norton Manx R V4 na sezon 2026

W ofercie pozostaje nadal ultraklasyczny Commando 961, bo mimo złych konotacji związanych z poprzednim właścicielem marki, na nowo znajduje nabywców.

Indyjski gigant po zainwestowaniu ponad 200 mln funtów w ten projekt zapowiada agresywny i długofalowy rozwój, określany oficjalnie jako „Resurgence” (odrodzenie). W ofercie niebawem ma się znaleźć 6 nowych modeli różnych segmentów. Oprócz Wielkiej Brytanii producent kładzie nacisk na największe rynki europejskie – niemiecki, włoski, francuski i hiszpański. Biorąc jednak pod uwagę, jak szybko i stabilnie rośnie sprzedaż motocykli w Polsce, możemy się spodziewać, że niebawem i u nas pojawi się sieć dilerska po raz kolejny odbudowanego Nortona. Sądząc po wielkości i zaangażowaniu koncernu TVS w projekt Norton tym razem powinno się udać.

Zdjęcia: archiwum Lech Potyński oraz materiały prasowe