Parlament Europejski 25 listopada br. podjął decyzję, która może mieć realne konsekwencje dla wielu branż, w tym sektora motoryzacyjnego.
334 europosłów zagłosowało za skierowaniem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) sprawy przeciwko Komisji Europejskiej za wycofanie projektu rozporządzenia o patentach niezbędnych do spełnienia normy (SEP). To rzadki, ale bardzo znaczący krok – i więcej niż wewnętrzny spór instytucji. To walka o ramy prawne mogące zadecydować o tym, na ile Europa nadal będzie przyjaznym miejscem do produkowania nowoczesnych, „smart” samochodów.
SEP (ang. Standard-Essential Patents) to patenty chroniące technologie, które zostały uznane za niezbędne do realizacji norm technicznych. Obejmują one takie obszary jak łączność 5G, Wi-Fi, komunikację czy Internet Rzeczy (IoT). W motoryzacji oznacza to wszystko, co czyni nowoczesny samochód „inteligentnym”: łączność, systemy komunikacji, integrację z siecią, komponenty elektroniczne, czujniki, IoT, systemy infotainment, telematykę i wiele innych.
Projekt rozporządzenia miał ustandaryzować zasady licencjonowania: wprowadzić rejestr patentów, mechanizmy transparentnego i przewidywalnego licencjonowania oraz procedury rozstrzygania sporów. Dzięki temu małe i średnie firmy – także producenci części i poddostawcy – mogłyby korzystać z tych technologii na uczciwych zasadach, bez obawy o arbitralne warunki czy blokady ze strony dużych graczy.
W lutym 2025 r. Komisja Europejska zadecydowała o wycofaniu projektu rozporządzenia, argumentując to „brakiem perspektyw na porozumienie”. W praktyce oznacza to, że rynek SEP wrócił do stanu niepewności. Firmy muszą radzić sobie w systemie, w którym warunki licencjonowania są rozproszone, często niejasne, a koszt i dostępność technologii zależą od siły negocjacyjnej podmiotu, co faworyzuje duże korporacje. W branży motoryzacyjnej spotkało się to z bardzo krytycznym odbiorem.
Dla sektora motoryzacyjnego SEP to nie dodatek, lecz fundament. W epoce, w której samochody stają się urządzeniami mobilnymi, połączonymi, często elektrycznymi i wyposażonymi w zaawansowane systemy komunikacji – dopiero dzięki technologiom objętym patentami SEP możliwe jest ich realne wdrożenie. Brak jasnych reguł licencjonowania to problem dla firm działających w całym łańcuchu dostaw: od producentów części, przez dostawców oprogramowania, po integratorów systemów.
Nieprzewidywalny rynek licencji oznacza wyższe koszty, większe ryzyko prawne i ograniczoną innowacyjność – co w dłuższej perspektywie może osłabić konkurencyjność europejskiej motoryzacji wobec rynków, gdzie patenty i licencjonowanie są bardziej uregulowane. To realny powód, dla którego stowarzyszenia branżowe – jak SDCM czy CLEPA – krytykowały decyzję Komisji.
Głosowanie w Parlamencie otwiera drogę do TSUE. Jeśli sąd uzna, że Komisja przekroczyła swoje kompetencje – może nakazać przywrócenie procedury legislacyjnej nad rozporządzeniem SEP. A to oznacza szansę na stabilne ramy prawne: transparentne licencjonowanie, uczciwe warunki, pewność dla inwestorów, producentów, dostawców części i firm technologicznych.
Dla motoryzacji to nie elegancki dodatek, lecz narzędzie, które może zdecydować, czy Europa pozostanie dla niej przestrzenią rozwoju, czy stanie się jeszcze trudniejszym miejscem do konkurowania globalnie.
„SDCM od dawna podkreśla, że współczesna motoryzacja coraz bardziej przypomina przemysł technologiczny. Samochód to dziś nie tylko mechanika i metal, lecz przede wszystkim elektronika, oprogramowanie, komunikacja, łączność, cyfrowe systemy. W takim świecie dostęp do technologii standaryzowanych przez SEP staje się kluczem do innowacji i konkurencyjności. Bez przejrzystych reguł licencjonowania mniejsi producenci i dostawcy narażeni są na nierówną walkę z wielkimi graczami, a koszty wdrażania nowych rozwiązań mogą drastycznie rosnąć. Dlatego decyzja Parlamentu to dla branży motoryzacyjnej nadzieja. Jeśli TSUE uzna skargę – a proces legislacyjny zostanie wznowiony – może to oznaczać szansę na odbudowanie zaufania do jednolitego rynku technologii w Europie. W praktyce – ta batalia to nie kolejny „papierowy spór”, ale sprawa realnej przyszłości setek firm, tysięcy miejsc pracy i całych łańcuchów dostaw. dla polskiego przemysłu motoryzacyjnego to szczególnie ważne – bo wielu producentów części i dostawców to małe i średnie firmy, które nie miały dotąd w tym zakresie żadnej gwarancji” – mówi Tomasz Bęben prezes zarządu Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).
Źródło: SDCM